Zaczynam zawsze od odtajania. Odtajniania? Odwilży. Najpierw muszę przebrnąć przez odczucia swojego ciała, zawsze, kiedy zabieram się do pisania, jest między mną a rzeczywistością najpierw mur nieczucia, który mam do przebicia. Sypie się z niego gruz, bo za murem kwitnie i ziemia jest płodna i rozpulchniona. Śpiewy i radość i błękit nieba. Ale najpierw skostniałe palce muszą wstać i zrobić porządek z przeszywającym kręgosłup dreszczem, oczy muszą pozwolić sobie zwilgotnieć, a paznokcie i zęby - przestać szukać oparcia na miękkich tkankach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz